Witaj na stronie Polsce Wierni.

Jesteś u Krzysztofa

Po co komu ta wojna?

Business as usual. Niemcy przed wybuchem wojny na Ukrainie opierali siłę swojej gospodarki na tanich podzespołach z Chin oraz taniej ruskiej ropie i tanim gazie. Plan, według którego Rosja miała zarabiać na ropie i gazie sprzedawanej do Niemiec, a te miały rozprowadzać to - oczywiście za wyższą cenę - dalej do państw europejskich, w tym i Polski, miał wielkie szanse powodzenia. Nord Stream 2, papiery, które podpisał Pawlak (dostawy gazu do 2037 roku), miały uzależnić i ubezwłasnowolnić część Europy wobec niemieckich pomysłów na urządzanie europejskiego domu.

Porozumienie ponad podziałami (oczywiście wiedzą Państwo, że służby niemieckie i rosyjskie bez względu na działania wojenne w czasie II wojny światowej dość skutecznie współpracowały, jeśli chodzi o AK ) jest nadal żywe. Tylko nie dotyczy już wyłącznie Polaków. W zamian za swobodę działań niemieckiej dyplomacji wobec Polski (aha, czyli jednak jesteśmy nadal wyjątkowi!) Rosja dostała wolną rękę w kwestii uporządkowania spraw z Ukrainą. Tylko chyba mało kto się spodziewał, że przybierze to formę militarną. Z jakichś powodów, bliżej dotąd nieznanych, Rosja uznała, że demonstracja siły będzie najlepszym wyjściem.

Cała pomoc europejska dla Ukrainy jest być może dla Rosjan testem, na ile i w jakim czasie Europa w ogóle może się zmobilizować. I co w ramach tej mobilizacji jest w stanie zapewnić zaatakowanemu. W to, że Rosja w wyniku sankcji nie ma gdzie sprzedać ropy i gazu, nie wierzcie Państwo. Ani w to, że nie ma dostępu do zachodnich podzespołów i technologii. Obroty z państwami graniczącymi z Rosją - z tymi Abchazjami, Kirgistanami i innymi „stanami” - wzrosły o tysiące procent. Zarówno import, jak i eksport. Jeśli przypomnicie sobie Państwo, w jaki sposób Polska obchodziła zakaz handlu jabłkami - to tu jest zjawisko na dużo większą skalę. Przypomnę tym, którzy nie wiedzą: jabłka jechały przez Litwę, Łotwę, Estonię i oficjalnie jako litewskie czy estońskie wjeżdżały do Rosji.

Możliwości produkcyjne są ogromne. Rosja nie przegrała żadnej wojny. Żadnej. Zaplecze techniczne i ludzkie jest ogromne. Jedyną przewagę nad Rosją daje dzisiaj jeszcze technologia. Ale ta właśnie jest rozpracowywana w błotach i piaskach ziem ukraińskich. I być może po to też była ta cała awantura - o sprawdzenie w boju sprzętu NATO i testowanie, w jaki sposób można przeciwdziałać. Każdy dron jest mniej wart niż rakieta, którą się go strąca. To akurat proste. Taka wojna, gdzie Rosja co jakiś czas posuwa się 10 kilometrów do przodu, a potem cofa się o 8, może trwać i trwać. Zaś zniecierpliwienie wojną i całą sytuacją będzie rosło. Ciekawe, kiedy wszyscy się zorientują, że Rosjanie nie mają interesu w tym, aby wojnę kończyć. Wręcz przeciwnie. Ma trwać. Aż do momentu nowego Monachium. Które znów będzie porażką Europy. Na razie nowe / stare Rapallo działa w najlepsze.

Jak to się dzieje, że podczas wizyt przedstawicieli państw europejskich i innych w Kijowie ruskie drony i rakiety mają przeglądy techniczne, biorą urlopy, L-4 i nad Kijów nie latają? No po prostu nie latają. I już. Delegacja wyjeżdża znów, jest niebo do ataków.

Tu nie zapraszam do dyskusji. Nawet nie ma takiej opcji, żeby latały w pobliżu. Nie wiem - choćby po to, żeby nastraszyć odwiedzających. Wypłoszyć. No skąd! Dla zachowania pozorów wysłałbym kilka i nawet sam zdetonował z 15 kilometrów przed Kijowem. Ale nie. Nie ma żadnych nalotów. Żadnych.

I Druga kwestia. Gdyby Państwo zaatakowali sąsiada z tego samego piętra i na przykład blokowali drzwi, żeby nie wyszedł, a okazałoby się, że przez balkon chłop dostaje pożywienie i inne rzeczy, to byście kombinowali, jak mu utrudnić życie z tym balkonem czy nie? Bo tutaj raczej drogi zaopatrzeniowe mają się dobrze. Pomoc i humanitarna, i militarna w sposób w miarę spokojny dociera tam, gdzie powinna. Dlaczego?

Ano dlatego, żeby ta wojna jeszcze sobie potrwała. Rosji nie jest potrzebna cała Ukraina. Dużo ciężej jest podbić całe terytorium, niż obsadzić na czele marionetkowego, a może i nawet uśmiechniętego rządu słupa, który będzie posłusznie wykonywał instrukcje z zagranicy. To już było przerabiane. Wościennaja kukła już raz tańczyła pod bałałajkę. Tyle że to nie ten kraj. Rosji potrzebne jest z jakichś powodów domknięcie basenu Morza Czarnego. Krym, a najlepiej i Odessa. Może się to nie udać. Ale taki jest cel. Choćby może i po to, żeby zarabiać na tranzycie ukraińskich towarów.

Zmarginalizowanie Ukrainy do kraju rolniczego i zarządzanego przez przychylne Niemcom władze jest Rosji na rękę. Interesy i tak będą tam prowadzili. Niemiecka opcja na Ukrainie -czy to Żełeński, czy Kliczko - już o to zadba. Odbudowę części Ukrainy obecnie okupowanej przez Rosję już prowadzą Niemcy. Niemcy poprzez dozgonną wdzięczność za pomoc w wojnie, bo przecież hełmy są najważniejsze (gdyby nie hełmy deszcz padałby prosto na głowy, nie?) i w ewentualnym rozejmie czy zawieszeniu broni, co od jakiegoś czasu wisi w powietrzu, zyskają dostęp do zarządzania największymi w Europie plonami zbóż. Komu, jak i za ile sprzedać.

Do tego siła robocza, która wyprze afrykańskich nierobów. Ci w ramach mechanizmu relokacji trafią do nas. Wszędzie tam, gdzie się da, będą szukać uczciwego zajęcia. Ci najbardziej „uzdolnieni”, którzy nie będą chcieli podjąć pracy, trafią do nas. Gospodarka niemiecka potrzebuje - no może nie na gwałt, bo na gwałt to mają już na miejscu - pilnie około 400.000 rąk do pracy. I nie lewych. Ukraińcy im to zapewnią.

Ukraina zostanie rolniczym zapleczem Niemiec. Nie Europy. Niemiec. I jeszcze za to wszystko będzie im wdzięczna. O tym, że niemieckie firmy już prowadzą prace na Ukrainie, to nawet nie trzeba pisać. Wasalizacja państw ościennych, którą Niemcy prowadzą od początku swojej państwowości z różnym powodzeniem, w tym przypadku przyniesie sukces.

Pomiędzy tym wszystkim będzie Polska. Pomiędzy Niemcami i tymi, którzy będą Niemcom klaskać i przytakiwać. Za nimi będzie Rosja. Właściwie to Rosja będzie na Ukrainie razem z Niemcami. Nie oficjalnie, skądże znowu. Oficjalnie na początku Ukraińcy mogą tego nie przełknąć. Poprzez niemieckie spółki spółeczki. I tak to się zakończy. Business as usual.

                                                                                                                      
                                                                                                                                      Krzysztof