Jestem państwowcem
Jestem państwowcem. Poza ciepłą wodą w kranie chcę rozwoju Państwa Polskiego i codziennie się do niego przykładam. Może nie jest to wkład na miarę wpływów z Orlenu i portów, ale jest. Każdy daje od siebie tyle, ile może. Wolę mieć CPK niż plecy oklepane z wdzięczności innych za to, że go nie mam. Wolę mieć elektrownię atomową i tańszą energię z niej niż rozwiany włos od wiatraków – chociaż doceniam próby rozwoju zielonej energii. Jako obywatel chciałbym się czuć choć po części gospodarzem kraju, w którym mieszkam.
Tak, mieszkam w Polsce. Bycie państwowcem każdy może zdefiniować po swojemu. Dla mnie jako obywatela, nie jakiegoś działacza społecznego ani pracownika budżetówki, ani tym bardziej administracji państwowej, są to słowa Romana Dmowskiego: „Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie. Są one tym większe, im silniej się do nich poczuwam”. Nie po drodze mi z Dmowskim. Z wieloma mi nie po drodze. Ale bez nich Polska nie byłaby nawet tu, gdzie teraz jest. Pracować w Polsce albo chociaż płacić podatki w Polsce. Żeby było jasne: jeżdżenie komunikacją na gapę uważam za złodziejstwo. To okradanie Państwa i niedotrzymywanie umowy zawartej z przewoźnikiem.
Duża część Czytających zapewne ma potomstwo. Poza oczywistą radością z narodzenia dzieci, wraz z ich przyjściem na świat dochodzą troski. Jakie wykształcenie, jaka szkoła (wbrew wielu opiniom to nadal jeszcze jest różnica), jakie studia, wreszcie jaki zawód czy praca? I to nieprawda, że ważne tylko, aby zdrowe było. Rodzice mają ambicje; spełnione lub nie, ale mają. Poza tym, że chcielibyście, by zostali porządnymi ludźmi, to jednak marzy się Wam jeszcze, że mogliby być kimś. Pamiętacie, jak Wasi rodzice rozmawiali za młodu z Wami? Doktor? Prawnik? Kim mieliście zostać? I co poszło nie tak, że robicie co innego? Ja miałem zostać doktorem (nie miałem żadnego doktora w rodzinie). Nie chciałem. Robię to, co robię. Nie muszę wszystkim podawać ręki, nie muszę współpracować z każdym, kto do mnie przyjdzie, nie muszę „załatwiać” sobie zleceń. Praca dodatkowo daje możliwość poznania różnych punktów widzenia na miejscu.
Tak – sporo jeżdżę czy podróżuję. Również sporo widzę i dokumentuję. Dla siebie, dla tych, którzy wyjechać nie mogą czy nie chcą – żeby coś zobaczyli na własne oczy.
Wracając do potomstwa. W przypadku dzieci jesteśmy w stanie spojrzeć długofalowo. Kilka lub kilkanaście lat do przodu. Dlaczego tak trudno przychodzi spojrzenie szerzej na Polskę? Jesteśmy narodem wszystkowiedzącym. Widać to za granicą: gdzie jest specjalizacja – elektryk, glazurnik itp. – tam Polak robi to wszystko sam. Bo umie. Mamy 38 milionów trenerów piłkarskich, analityków, lekarzy, socjologów, psychologów… Wszystko na użytek własny i znajomych. I nie mówcie, że w gronie znajomych o różnych poglądach – bo jednak mam nadzieję, że nie obracamy się w kręgu jedynie słusznych poglądów – nie rozmawiacie o polityce. Skąd ta krótkowzroczność w sprawach fundamentalnych? CPK? Atom? Świnoujście? To przecież również potencjalne miejsca pracy. Być może dla Waszych dzieci. Waszych, bo moje już zapowiedziało, co będzie w życiu robiło i prze uparcie ścieżką kariery.
Dlaczego na własne Państwo nie patrzymy jak na własny dom? Kolor ścian, wyposażenie kuchni… Kto to wybiera? Sąsiad o tym decyduje? Przecież to jest tylko kwestia skali. Robot w kuchni to fajna rzecz. Tak samo odkurzacz czy telewizor. Dlaczego nie wystarczy nam, że sąsiad ma? Mhm… No bo to ma nam ułatwić życie, a nie sąsiadowi. Czyli lepiej mieć czy nie mieć? Ogrzewanie w domu nie bierze się z grzejnika. Tak jak mleko nie jest ze sklepu. Skoro we własnym domu mamy możliwość wyboru dostawcy energii, dlaczego nie możemy mieć takiej możliwości jako Państwo? Dlaczego nie możemy się urządzić we własnym kraju tak, jak nam wygodnie? Dlaczego chcemy mieć telewizor i robot kuchenny, a już lotnisko czy elektrownia atomowa, czy jakakolwiek inwestycja zwiększająca potencjał kraju, w którym mieszkamy, budzi sprzeciw? Nawet taka, która nam, zwykłym obywatelom może przynieść wymierne zyski, i to przez nas odczuwalne. Owszem, transport Odrą nie wszystkim przyniesie odczuwalne korzyści i nie wszyscy z niego skorzystamy, ale już CPK przy podróżach i elektrownie atomowe przy płaceniu rachunków na pewno dadzą widoczne przełożenie. Pewnie nie dzisiaj. I nie jutro. Na pewno nasze dzieci to odczują. Tak, te same dzieci, którym potrafimy ułożyć życie, zanim ono się im na dobre zacznie.
Dlaczego… Dlaczego… Dlaczego… Dlaczego po Grunwaldzie nie dojechaliśmy Krzyżaków pod Malborkiem? Dlaczego nie zrobiliśmy porządku z Rosją w 1612 roku? Dlaczego traktat ryski negocjowali dyletanci (pieniądze zapisane w traktacie ryskim kacapy wiszą nam w całości do dzisiaj)? Wreszcie dlaczego rozwój Państwa i poziom życia obywateli od dawna nie są już głównym kryterium przy dokonywaniu wyboru, komu powierzyć zarządzanie Polską?
O tym w następnym odcinku. O ile administrator strony dopuści mnie do głosu.
Krzysztof