Jazz w Polsce – geneza
Jazz jako gatunek muzyczny narodził się na południu Stanów Zjednoczonych na przełomie XIX i XX wieku. Do Polski dotarł w początkach lat dwudziestych, jednak jego implementacja przebiegała powoli ze względu na brak nośników umożliwiających rozpowszechnianie go na naszym gruncie. Nowa muzyka przełamywała monopol tak zwanej muzyki salonowej i nie wszyscy ją akceptowali. Od początku mała swoich zwolenników, ale w niektórych kręgach wywoływała szok i budziła kontrowersje. Wielu krytyków nazywało jazz „lichą ekstrawagancją dla niewybrednej publiczności”. Generalnie nie było łatwo. Sale koncertowe stały otworem głównie dla tak zwanej muzyki poważnej. Rozrywka i raczkujący jazz (w ówczesnym rozumieniu) musiały zadowolić się scenkami teatrzyków, kabaretów i sal restauracyjnych. Wyjątkowo zdarzały się koncerty w pawilonach wystawowych i teatrach, z czasem w lokalach dansingowych. Przeznaczone były przede wszystkim dla zamożniejszej części społeczeństwa.
W 1921 roku w polskiej prasie pojawiły się pierwsze artykuły na temat nowego trendu muzycznego. Serię tekstów opublikował Jerzy Sosnkowski (brat generała), który z jazzem zetknął się podczas pobytu w Paryżu. To on po raz pierwszy użył terminu „jazz” – co prawda w niezbyt pochlebnym znaczeniu, bowiem w określeniu „szatańskiej jazzbandy”. W tym samym czasie dwóch innych ważnych dla polskiego jazzu ludzi zdobywało szlify jazzowe w Berlinie. Byli to uczestnicy wojny polsko-bolszewickiej, studenci Warszawskiego Instytutu Muzycznego, Zygmunt Karasiński i Szymon Kataszek, którzy wraz z Kazimierzem Englardem, Fredem Melodystem i czarnoskórym perkusistą Samem Salvano 29 listopada 1922 roku dali pierwszy w Polsce jazzowy koncert na otwarcie ekskluzywnego warszawskiego lokalu „Oaza”.
W połowie lat dwudziestych z inicjatywy Artura Golda i Jerzego Petersburskiego powstał zespół jazzowy – właściwie orkiestra taneczna – wykorzystujący elementy jazzujące w interpretacji znanych szlagierów. Rozwój przemysłu fonograficznego, a przede wszystkim radia, stopniowo przyczyniał się do wzrostu popularności jazzu w Polsce. Polskie radio transmitowało na żywo koncerty zespołów jazzowych grających w teatrzykach, lokalach, dansingach. O jazzie pisała prasa. Importowano płyty wydawane w USA czy na Zachodzie Europy, wydawano też płyty rodzimych artystów jazzowych. Nie próżnowała również kinematografia, która w okresie kina niemego okraszała seanse występami solistów czy duetów pianistów albo/i skrzypków, bądź występami większych grup muzyków. Po wkroczeniu do filmu dźwięku jazz pojawiał się w licznych produkcjach filmowych.
Na coraz większą popularność jazzu wpływała także jego ewolucja w kierunku swingu i fakt, że był muzyką rozrywkową, taneczną. Każde większe miasto starało się mieć lokal, w którym występowali muzycy jazzowi, organizowano koncerty wyjazdowe, turnée. Zapraszano zagranicznych wykonawców, którzy poza standardami jazzowymi prezentowali na przykład parafrazy Chopina. W ten sposób jazz docierał do coraz szerszych grup społecznych.
Okres II wojny światowej w naturalny sposób wymusił spadek zainteresowania muzyką, ale po zakończeniu działań wojennych podjęte zostały działania mające na celu reaktywację jazzowej działalności. Należy nadmienić, że całe przedwojenne archiwum jazzowe, mieszczące się w Arsenale, zostało zniszczone, nie zachowały się żadne oficjalne archiwa. W zrujnowanej wojną stolicy środowisko jazzowe tworzył Leopold Tyrmand, który przy warszawskiej YMCA założył klub jazzowy, a maju 1947 roku zorganizował pierwsze publiczne Jam-Session.
Jednak w listopadzie 1948 roku IV Walne Zgromadzenie Kompozytorów Polskich uznało tę muzykę za przejaw formalizmu. Zjazd Kompozytorów i Muzykologów w Łagowie w sierpniu 1949 roku podtrzymał taką ocenę, dodając od siebie argument, że uprawianie jazzu należy traktować jako wyraz poparcia dla wrogiej socjalizmowi ideologii. YMCA i jej kluby muzyczne zostały rozwiązane. W Łodzi spalono publicznie bibliotekę książek traktujących o jazzie, zaś płyty rozbito młotkiem. Aktyw Związku Młodzieży Polskiej forował hasło „Precz z orkiestrą jazzową”.
Wydarzenia te były pokłosiem dyrektyw, które obowiązywały na terenie Związku Radzieckiego i nagonki, jaka pojawiła się w tym kraju po oskarżeniu w 1946 roku Ady’ego Rosnera, niezwykle popularnego artysty jazzowego, drugiej trąbki świata po Lousie Armstrongu, o szpiegostwo. Orkiestra Rosnera w czasie wojny występowała w ZSRR, jeżdżąc po kraju prywatnym pociągiem, a w Soczi dała koncert dla jednego słuchacza – Józefa Stalina. W uzasadnieniu oskarżenia padły słowa, że Rosner „gra muzykę, która demoralizuje umysły”. Pojawiło się hasło „Kto dziś gra jazz, jutro zdradzi ojczyznę”. Maksym Gorki napisał rozprawę o jazzie jako „muzyce duchowej nędzy”. Na końcu Ojciec Narodu zakazał używania słowa „jazz”.
W takiej sytuacji satelickie rządy krajów podbitych przez Sowietów nie mogły pozostać obojętne. Polacy jednak nie byliby sobą, gdyby nie znaleźli sposobu na obejście zakazu. Po roku 1948 miejscem, gdzie de facto rozpoczęła się historia polskiego powojennego jazzu, była Łódź. Miasto krótko po wojnie pełniło rolę zastępczej stolicy Polski, tu w latach powojennych skupiła się polska kultura. I to właśnie Łódź dzięki splotom różnych okoliczności dała światu kwiat polskiego jazzu, polskiej muzyki, kinematografii i kultury szerzej pojętej. Dała ludzi, którzy mieli i mają poczesne miejsce w annałach historii. Zespół Melomani, w skład którego wchodzili Jerzy Duduś Matuszkiewicz, Andrzej Idon Wojciechowski, Andrzej Trzaskowski, Witold Sobociński, Antoni Studziński, Witold Kujawski i Krzysztof Komeda Trzciński, był zaczynem, fermentem, który odcisnął ogromne piętno na polskiej kulturze i miał duży wpływ na kulturę europejską i światową. Ale to już materiał na inną opowieść.
Wiolar
2 lipca 2024