Witaj na stronie Polsce Wierni.

Związki wielkopolskiego ruchu oporu z obozem przy ul. Przemysłowej w Łodzi

Zajmując się tematyką koncentracyjnego obozu dla polskich dzieci przy ul. Przemysłowej w Łodzi, wiedziałam, że trafiały tam dzieci z całej Polski, głównie z tak zwanego Kraju Warty. Wiedziałam, że Niemcy zwracali szczególną uwagę na konieczność „uporządkowania” rosnącego problemu osieroconych bądź opuszczonych na skutek działań wojennych polskich dzieci, które - aby przetrwać - musiały sobie jakoś radzić, często wchodząc w konflikt z prawem ustanowionym przez niemieckiego okupanta. Wiedziałam, że wśród dzieci umieszczonych w obozie były nie tylko te łamiące prawo (kradzieże, żebractwo, włóczęgostwo), ale także dzieci polskich patriotów, działaczy ruchu oporu, żołnierzy Wojska Polskiego i Armii Krajowej. Zastanawiałam się jednak, dlaczego tak szczególne miejsce na mapie pochodzenia małych więźniów zajmuje Mosina, małe miasteczko niedaleko Poznania, jak również sam Poznań i jego okolice. Co takiego tam się wydarzyło, że we wrześniu 1943 roku grupa dzieci stamtąd została zesłana do obozu przy Przemysłowej? Odpowiedź znalazłam dość szybko. Jest to historia mało znana poza Wielkopolską, a warta przypominania i rozpowszechniania. Ale przede wszystkim wymagająca przyznania jej godnego miejsca w polskiej historii. A zatem niniejszym tekstem dokładam swoją cegiełkę…

W Wielkopolsce od początku wojny działała szczególnie dokuczliwa dla Niemców organizacja Związek Odwetu, osadzona w głębokiej konspiracji w strukturach Związku Walki Zbrojnej (poprzednika Armii Krajowej), a skupiona wokół Franciszka Witaszka  przedwojennego lekarza, naukowca, wykładowcy na uniwersytecie w Poznaniu, twórcy środka clarovac (umożliwiającego wieloletnie konserwowanie owoców i warzyw), producenta nici chirurgicznych. W tajnej grupie działało ponad 35 osób – inżynierów chemików, laborantów, farmaceutów, mikrobiologów, ale również kolejarzy i kelnerów. W wielkim sekrecie, w sieci tajnych laboratoriów zorganizowanych na początku 1940 roku i umieszczonych w prywatnych mieszkaniach na terenie Poznania i całej Wielkopolski pracowano nad bronią biologiczną niszczącą serce, śledzionę i nerki, produkowano substancję, która po dodaniu do paliwa niszczyła silniki samochodów i samolotów, a także konstruowano bomby termiczne skutecznie wykorzystywane w akcjach sabotażowych przeciw niemieckiej armii.

Po wielu udanych akcjach przyszedł moment kryzysowy. Podczas zamachu na kilku niemieckich oficerów (w kawiarni podano im kawę zatrutą środkiem o opóźnionym działaniu) na skutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności zmarło z tych samych przyczyn kilka osób cywilnych, co postawiło Gestapo w stan gotowości. Rozpoczęło się śledztwo. 24 kwietnia 1942 roku aresztowano Franciszka Witaszka i kilkoro jego współpracowników, a kilka dni później wszystkich członków organizacji. Po wielomiesięcznych brutalnych przesłuchaniach i torturach w Forcie VII w Poznaniu zaproponowano Witaszkowi wolność i osiedlenie się z rodziną w Niemczech w zamian za pracę na rzecz III Rzeszy, między innymi nad rewelacyjnym środkiem podobnym do antybiotyku, który odkrył już przed wojną. Odmowa równała się z utratą życia, lecz dla niego wybór był oczywisty.

8 stycznia 1943 roku wykonano karę śmierci na 37 konspiratorach. Głowy pięciu naukowców, w tym Franciszka Witaszka, włożono do słojów z formaliną i przekazano do badań naukowych. W celu dodatkowego upokorzenia na słoju z głową doktora Witaszka Niemcy przylepili kartkę z napisem: „To jest głowa inteligentnego masowego polskiego mordercy". Skazani tuż przed wykonaniem wyroku zostali poinformowani, że ich rodziny również czeka śmierć.

Żona Franciszka Witaszka, Halina, po aresztowaniu wiosną 1942 roku została zwolniona do domu, z którego ją wkrótce wysiedlono. W 1943 roku trafiła do obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Przeżyła marsz śmierci i doczekała wyzwolenia w obozie w Ravensbrück. Po aresztowaniu państwa Witaszków pięciorgiem ich dzieci, w wieku od roku do ośmiu lat, zaopiekowała się dalsza rodzina. Dzieci trafiły do krewnych w Kielcach, Ostrowie Wielkopolskim i (dwie młodsze córki, Daria i Alodia) w Poznaniu. W lutym 1943 roku wujostwo zostało zmuszone do stawienia się z dziewczynkami na policji w celu zbadania ich „przydatności rasowej”. B
adania te miały przejść wszystkie dzieci naukowców straconych w Forcie VII. Następnie Darię i Alodię przewieziono do obozu przejściowego w Poznaniu. Po paru dniach dziewczynki trafiły do obozu koncentracyjnego dla dzieci i młodzieży w Łodzi. Resztę rodzeństwa udało się krewnym skutecznie ukryć.

Po krótkim pobycie w Łodzi oraz po przejściu badań w Ośrodku Rasowym dziewczynki zostały przewiezione do domu dziecka SS-Heim w Kaliszu, a następnie do ośrodka Lebensborn w Połczynie-Zdroju. Zmieniono ich dane osobowe i oddano do adopcji w Niemczech (Alodia) i Austrii (Daria). Po wojnie Halina Witaszek rozpoczęła poszukiwania swoich córek. Udało się je odzyskać pod koniec 1947 roku. Całkowicie zgermanizowane dziewczynki z trudem adaptowały się do życia w ciężkich warunkach powojennej Polski, w rodzinie, która borykała się z samotnym macierzyństwem, biedą i chorobą matki.

Alodia Witaszek po wielu latach zdecydowała się opowiedzieć o swoim skradzionym dzieciństwie:
„Przez wiele lat biłam się z myślami, czy warto wspominać tamte dni, komu to potrzebne. Teraz wiem, że to jest historia, która nie powinna zostać zapomniana, lecz trzeba ją przekazywać następnym pokoleniom. Mimo tylu lat tamte dni nadal stoją przed moimi oczami, jakby to było miesiąc temu”.

Jakie miejsce w tej historii zajmuje Mosina? Otóż czystym przypadkiem ta mała miejscowość i jej mieszkańcy zostali wplątani w tryby historii. Mianowicie na skutek różnych splotów okoliczności i obsesji szefa miejscowej żandarmerii, spowodowanej kilkoma nagłymi zgonami mosińskiej elity – burmistrza, aptekarza i dwóch lekarzy oraz powiązaniem tego faktu z toczącym się śledztwem w sprawie działalności grupy doktora Witaszka.

Paranoiczny strach przed polskimi dywersantami spowodował masowe aresztowania. Zatrzymano 125 osób podejrzanych o przynależność do grupy spiskowej, wśród nich lekarza, farmaceutkę, akuszerki, gońców, weterynarza, nauczycieli, farbiarzy z miejscowej farbiarni, sekretarki w urzędach i rolników. Zeznania i przyznanie się do winy wymuszano brutalnymi przesłuchaniami. W efekcie 60 osób zostało skazanych na karę śmierci, a pozostali dostali wyroki dożywotniego więzienia.

W sierpniu 1943 roku wykonano wyroki śmierci, zaś we wrześniu aresztowano dwustu członków rodzin skazańców. Dzieci, które zostały sierotami i nie miały opieki rodziny, trafiły do obozu przy ul. Przemysłowej w Łodzi.

Nigdy nie znaleziono twardych dowodów na powiązania mieszkańców Mosiny z grupą doktora Franciszka Witaszka. Paranoja i obsesja jednego człowieka spowodowały brutalne zniszczenie życia kilkuset osób i nieodwracalne, nigdy nie zrekompensowane cierpienia dzieci, które utraciły dom, rodziców i poczucie bezpieczeństwa.


Wiolar
24 czerwca 2024