Witaj na stronie Polsce Wierni.

Jesteś u Olanty

Po ostatnich wyborach w Polsce każdy nowy dzień dorzuca nam garść kolejnych bulwersujących wydarzeń. Szczególnie wymowna jest data 13 grudnia, związana z zaprzysiężeniem rządu Donalda Tuska. Nie sposób tu nie dostrzec paraleli z wprowadzeniem w Polsce stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku.

W obliczu narastających konfliktów międzynarodowych i zagrożenia wojną wielokrotnie i z niedowierzaniem zadajemy sobie pytanie: jak do tego doszło? Wybory z 15 października mogłyby być wymarzonym świętem demokracji. Miała miejsce rekordowa frekwencja, która wyniosła 74,38% i znacznie przebiła frekwencję z roku 1989 (62,7%). Na wysoki wynik wyborczy wydatnie wpłynął aktywny udział młodych obywateli. Wynik ten jednak nie cieszy wielu świadomych, śledzących wydarzenia w naszym państwie, zatroskanych dobrem ojczyzny Polaków. Jak pisze internauta na popularnym portalu internetowym X @MariusSle: „Oszukani i pożyteczni. Nienawiść połączyła was bardziej niż kredyt hipoteczny. To nadaje się na esej o psychologii tłumu. Szok i żal”.

Tego typu głosów jest bardzo wiele. To w dużym stopniu za sprawą udziału w wyborach najmłodszych obywateli władzę w Polsce objęli skompromitowani politycy opozycji. Ich wspólnym programem politycznym było haniebne osiem gwiazdek. Na czele nowego/starego rządu stanął człowiek, który 9 września 2014 roku na ręce prezydenta Bronisława Komorowskiego złożył dymisję z funkcji premiera Polski, aby objąć urząd szefa Rady Europejskiej. Bulwersujące jest to, że Donald Tusk wcześniej przed kamerami zapewniał, iż nie ma zamiaru rezygnować z funkcji Prezesa Rady Ministrów. Pominę afery, zaniechania i błędy w czasie, kiedy partia Donalda Tuska wraz z koalicjantem z PSL sprawowała władzę. Nieszczęsny obraz tych rządów został przedstawiony w serialu dokumentalnym Reset. Jednak dwie kwestie mają dla mnie tak wielką symboliczną wagę, że nie mogę o nich nie wspomnieć.

Pierwszą jest sposób, w jaki rząd Donalda Tuska potraktował śledztwo dotyczące katastrofy smoleńskiej, oddając je Rosjanom oraz wdrukowywanie przez media już kilka godzin od pierwszej informacji o katastrofie, że nie był to zamach. Emocje i wzburzenie budzi również znieważające potraktowanie ciał ofiar katastrofy i ośmieszanie tych, którym zależało na upamiętnianiu zmarłych. Pamiętamy odrażającą, demoralizującą reklamę u stóp Wawelu z olbrzymim napisem „Zimny Lech”.

Drugim symbolem tamtej władzy jest patologia ujawniona w podsłuchach rozmów, jakie ministrowie i wysocy rangą urzędnicy rządu PO-PSL bez skrępowania prowadzili w restauracjach „Sowa&Przyjaciele”. 

Dlatego tak istotne jest, aby odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego udział najmłodszych Polaków tak znacząco wpłynął na zwycięstwo rządzącej koalicji oraz co spowodowało, że młodzi zlekceważyli ostrzeżenia przed Tuskiem i dali się ponieść jego kłamstwom i propagandzie.

Z pewną nieśmiałością zabieram głos w tej debacie, mając świadomość, że to, o czym mówię, dla wielu Czytelników nie będzie żadnym objawieniem. Chciałabym jednak zwrócić uwagę na manipulacje i na zaniedbania dotyczące kształcenia postaw obywatelskich, co miało wpływ na stosunek młodzieży do naszej najnowszej historii. Oczywiście będzie to raczej zasygnalizowanie, w czym należy upatrywać źródeł takiego stanu rzeczy.

Gruba kreska. Nadal powszechnie wierzy się, że w 1989 roku odzyskaliśmy wolność, a komunizm upadł. Takie treści podają podręczniki historii. Za historycznie przełomową uważa się przytaczaną w podręcznikach szkolnych wypowiedź aktorki Joanny Szczepkowskiej, wyemitowaną w Dzienniku Telewizyjnym 28 października 1989 roku: „Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm”. Może był to zabieg celowy, żeby uśpić naszą czujność i żebyśmy uwierzyli w piękną bajkę o bezkrwawej rewolucji? Jedyna prawda, jaka z tej bajki płynie, jest taka, że Kopciuszek - symbolizujący poszczególnych przywódców „Solidarności” z Wałęsą na czele - zaprzedał się i rzucił się w objęcia komunistom, którzy tylko formalnie stracili władzę. Tak naprawdę w ich rękach pozostały wszelkie środki i narzędzia, aby z tylnego, wygodnego fotela władzę sprawować i posiąść rząd dusz. Dowody tej obrzydliwości widzieliśmy w postaci wideo z Magdalenki oraz uścisków Adama Michnika z Jaruzelskim i wielu innych dokumentów, które w tworzeniu przekazu historycznego tamtego okresu były jeszcze wtedy nieznane bądź lekceważone.

„Upadająca” komuna zadbała o to, by zmienić swój przaśny wizerunek na image postępowych socjaldemokratów i liberałów oraz obrońców demokracji. Obserwując zmiany społeczne, jakie zachodziły na Zachodzie i widząc w tym swój potencjał, w momencie kiedy poparcie dla postkomunistów słabło, zagospodarowano elektorat LGBT.

Kiedy przeciętny Kowalski ledwo wiązał koniec z końcem, rodziny komunistów robiły karierę zawodową i polityczną, pnąc się coraz wyżej po szczeblach ekonomicznej i społecznej drabiny, przejmując kapitał w Polsce, wreszcie stając się autorytetami i nową „elitą”. Przed nimi stały otworem najbardziej atrakcyjne kierunki na uniwersytetach. W dalszym ciągu do nich należały sądy. Zadbali, żeby w Polsce nie doszło do dekomunizacji.

To resortowe dzieci pierwsze mogły kształcić się za granicą, wystepując potem w roli światowców i autorytetów niosących Polsce Europę, wyśmiewając przy tym wszystko, co polskie i utrwalając krzywdzące stereotypy przeciętnego Polaka jako ksenofoba, rasisty, antysemity, pijaka, złodzieja i chama. Resortowe dzieci kierowały mediami w Polsce, były i są w dalszym ciągu ich twarzami. Dla pozostałych do kariery w telewizji czy radio, a także w innych lukratywnych zawodach droga była daleka. W rezultacie jeśli nawet dostawali się do tych kluczowych branż nowi ludzie, najczęściej musieli podporządkować się zasiedziałej większości. Dużo światła na to, jakie były i są zależności w tym świecie, rzucają afery z Durczokiem, Lisem i ostatnia z Kąckim.

Jednym z czołowych ulubieńców młodych odbiorców telewizji Polsat i TVN w pierwszej dekadzie XXI wieku był Kuba Wojewódzki. W swoim programie z marca 2008 roku Wojewódzki, a wraz z nim jego goście, wtykali polskie flagi w atrapy psich odchodów. Tłumaczyli potem, że „był to happening, mający uświadomić problem zanieczyszczenia polskich ulic”. Sprawa była na tyle bulwersująca, że KRRiT nałożyła na TVN karę 471 tys. zł. Natomiast „wolny” sąd uznał, że Wojewódzki nie znieważył flagi i umorzył tę karę. Trudno oszacować, jakie szkody w pojmowaniu polskości i kształtowaniu postaw szacunku do symboli narodowych to poczyniło.

A przecież takich ludzi promowanych przez media, nie tylko prywatne, ale również publiczne, były dziesiątki, a może i setki. Występowali w roli autorytetów w radio i telewizji w czasach resetu z Rosją. Na przykład w Programie Trzecim Polskiego Radia często goszczeni byli Rafał Betlejewski albo Maria Peszek, która w swojej piosence Sorry Polsko wykrzyczała, że w razie wojny „nie oddałabym ci Polsko ani jednej kropli krwi”. Śmiało można powiedzieć, że piosenka ta wyrażała sztandarową postawę środowisk liberalno-lewicowych III RP, które poprzez media i celebrytów promowały płytki, radosny „patriotyzm”, manifestujący się pałaszowaniem orła z czekolady i płaceniem za bilet. Nic więc dziwnego, że propagowanie takich postaw uformowało młode pokolenie nierozumiejące nowych zagrożeń. Wszelkie postawy określane mianem patriotycznych były ośmieszane, a w opozycji do nich stawiano postawy konsumpcyjne, ofensywnie promowano rozwiązłość seksualną i ateizm, a uwagę społeczeństwa koncentrowano na wszystkim, co nie jest związane z jego obronnością i bezpieczeństwem. Natomiast osoby prezentujące inną postawę - jeśli nie było na nich kompromitujących „haków” - byli ośmieszani i wykpiwani, czego przykładem są drwiny z niskiego wzrostu czy „łupieżu” Jarosława Kaczyńskiego. Celowo zaniedbano uczciwą debatę polityczną zmierzającą do budowania współpracy Polaków ponad podziałami i do wychowania pokolenia państwowców.

W rezultacie tych manipulacji młodzi porzucają wartości, które kiedyś były niezmienne, przekazywane z pokolenia na pokolenie i stanowiły nasz kod kulturowy. Coraz większym powodzeniem cieszą się ideologie gender i woke. Następuje bambinizacja społeczeństwa. W miejsce religii proponuje się tolerancję dla LGBT, rozwiązłość seksualną i aborcję. Zaskakuje i zastanawia fakt powiększania się grupy zwolenników rozszerzania kompetencji Unii Europejskiej kosztem niezależności narodów.

Jednym z wydarzeń, które w niebezpieczny sposób zmobilizowało dużą grupę młodych Polaków, był tzw. strajk kobiet spowodowany ogłoszeniem wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 roku dotyczącego ograniczenia dostępu do aborcji. Nadmienić należy, że organizacja Ogólnopolski Strajk Kobiet, domagająca się rozszerzenia prawa do aborcji, powstała w 2016 roku i prawdopodobnie potrzebowała punktu zapalnego, jakim właśnie okazał się wyrok TK, żeby wyprowadzić rzesze Polaków na ulice polskich miast i miasteczek nie tylko przeciwko rządowi Zjednoczonej Prawicy, ale również przeciwko dotychczasowemu ładowi społecznemu.

Polski pejzaż religijny - z dalekiego planu to raport CBOS z 2022 roku, prezentujący stan pobożności Polaków. „O ile jeszcze 12 lat temu w lekcjach religii brało udział 93 proc. uczniów w wieku 17-19 lat, o tyle teraz skusiło się na nie już tylko 54 proc.” - podpierając się badaniami CBOS, donosi portal oko.press w artykule z 15 grudnia 2023 roku. I chociaż zadaniem tekstu jest zapewne uzasadnienie zapowiedzi nowej minister edukacji Barbary Nowackiej ograniczenia lekcji religii, to jednak zarówno raport, jak i artykuł pokazują pewien proces, którego skutków jeszcze do końca możemy nie rozumieć. Masowe odchodzenie młodych wiernych od Kościoła spowoduje większą atomizację społeczeństwa i ułatwi zastąpienie próżni powstałej po odrzuceniu religii - spajającej przecież naród i stanowiącej kod wartości przekazywanych z pokolenia na pokolenie, o którym wspomniałam wyżej - nową „religią” w postaci promowanych i niosących spustoszenie moralne „nowych” ideologii.

Zyskujący coraz większą popularność film Dywersja ideologiczna, będący wykładem Jurija Biezmienowa, byłego funkcjonariusza KGB, specjalisty od tego typu działań, w prosty sposób wyjaśnia mechanizm tego, co się działo w Polsce po 1989 roku w sferze wojny ideologicznej. Skuteczność tego przewrotu polega jednak na tym, że ofiara do samego końca nie chce uwierzyć, że jest poddana celowemu procesowi trwałej zmiany mentalnej. Według Biezmienowa proces rozkładu i atomizacji społeczeństwa musi trwać około 25 lat. W tym czasie powolnie, ale nieustępliwie rozbijane są podstawowe więzi łączące obywateli.

Możemy się zastanawiać, na jakim etapie tego procesu obecnie znajduje się Polska i co ma być celem tego procesu. Wydaje mi się, że nie ma złudzeń - czasu jest niewiele. 


                                                                                                                                          Olanta