Witaj na stronie Polsce Wierni

Jesteś u Ngepow

Eric Kennington (1888–1960), Sleeping Soldier
Wielu podstawowych rzeczy potrzeba dziś ludziom na zalanych powodzią terenach, ale chyba przede wszystkim spokojnego snu. Bo nawet jeśli woda już się z niektórych miejsc wycofała, pozostawiła ogrom naniesionych materiałów: naturalnych i tych zabranych po drodze z ludzkich siedzib. Ogrom latami zbieranych przez ludzi przedmiotów, kiedyś im służących albo budzących sentyment, teraz zmienionych w  bezużyteczną masę, którą trzeba uporządkować, ogarnąć i być może zutylizować. Ta praca wydaje się nie mieć końca, bo jest walką nie tylko fizyczną, ale i psychiczną - o pogodzenie ze stratą. Dlatego tak trudno o sen dziś i może przez długi czas. A tym bardziej spokojny sen.

Wielu ludzi tam na miejscu, a i tych z odległych miejscowości, żyje wiadomościami i obrazami miejsc, które nadal nie są bezpieczne, nie tylko z powodu wody. Ja również siedzę do późnych godzin, sprawdzając, co się dzieje i budzę się z niepokojem, czy mieszkańcom kolejnej miejscowości udało się wygrać z wodą jak w Nysie, czy jednak ich starania nie przechyliły szali zwycięstwa. Dlatego ten spokojny, regenerujący sen jest tak wszystkim potrzebny…

Choć zarazem sama rzeczywistość takim snem się zdaje. Bo ileż to razy ta głęboka i nieprzenikniona ciemna woda każdemu z nas się śniła? A nawet jeśli była tylko bezmiarem wody, po prostu wzbudzała niepokój, bo nie jest to żywioł, któremu można zaufać. A cóż dopiero spotkać się z nim w tak wielkiej masie oko w oko! Jakże ten obraz wydaje się nierealny. Jakże ta masa wody wokół rozmywa kształty i ostrość widzenia rzeczy takimi, jakie są! Na długo zostaną z nami te wrażenia. I dlatego ten czas PO będzie dużo trudniejszy niż nawet sam żywioł, bo ten jest stosunkowo krótki, a jego skutki trwają czasem bardzo długo. 

Niemniej to, jak przechodzi się traumę: czy lepiej, czy gorzej, zależy od tego, czy będziemy potrafili nadać jej sens. Trauma zawsze ma paradoksalny charakter, bo jest jak zanurzenie twarzy w zimnej, nomen omen, wodzie po długim śnie. Otrzeźwieniem! I wymaga  od  nas nadludzkiego wysiłku, na który raczej nie zdobylibyśmy się w normalnych warunkach. Powrotem do rzeczywistości takiej, jaka jest: może bardzo trudnej,  ale dającej nadzieję, bo wiemy już, na czym stoimy. Wiemy, kto przyjaciel, bo podał dłoń, a kto nie. Z kim możemy iść dalej, komu zaufać i co jest najcenniejsze, a co nieistotne. A kiedy już mamy tę wiedzę - odrzucić całe nasze wygodnictwo i często neurotyczną obawę, że tak wiele potrzebujemy. Stajemy się silniejsi, bo nagle okazuje się, że daliśmy sobie radę bez tak wielu rzeczy i nadal żyjemy, a na dodatek nie tylko my, ale wielu innych, którzy doświadczają to samo. Nie jesteśmy w tym doświadczeniu sami, bo znajdujemy wokół siebie wielu wspaniałych ludzi.

I to jest ta najbardziej budująca wiadomość: że odbudowując poprzez tę traumę i mimo niej WSPÓLNOTĘ, zwyciężymy wszystko, nawet jeśli zabrakłoby państwa. Bo z tą wspólnotą możemy iść dalej‚ pokonać inne czekające nas kryzysy, stworzyć obronę cywilną i pomagać sobie nadal, odbudowując sprawiedliwy kraj. Jeśli tylko nie zapadniemy miast w regenerujący sen, ponownie w sen medialnej iluzji!

Ngepow