Wigilie w małej Ojczyźnie
Co roku w małych Ojczyznach spotykamy się na lokalnych Wigiliach. W przedświątecznym zamieszaniu są to chwile, kiedy przy wspólnym stole z opłatkiem dzielimy się obecnością i cieszymy na przyjście Świąt.
W tym roku miałam zaszczyt spędzić przedświąteczne chwile w towarzystwie strażaków OSP. W strażnicy, przy choince, przy stołach z białym obrusem. Zgodnie z tradycją najstarszy odczytał fragment Ewangelii i huknęła kolęda na kilkadziesiąt męskich głosów. Patrzyłam na śpiewających druhów – na tych najstarszych, którzy już służą radą i słowem, na tych, którzy z oddaniem pomagają sąsiadom, ratując życie i dobytek w każdych warunkach, i na chłopców, którzy na razie są zbyt młodzi, by uczestniczyć w akcjach, ale uczą się przy starszych, formują, by służyć małej społeczności z takim oddaniem i poświęceniem jak ich starsi bracia, ojcowie czy dziadkowie.
Pomyślałam o wcześniejszych pokoleniach, które w różny sposób służyły w mundurach. Pokoleniach, które często śpiewały kolędy pod obcym niebem, żeby dziś ci chłopcy mogli bezpiecznie i blisko swoich rodzin przejąć sztafetę pokoleń.
W domu jak co roku zapaliłam o 19.30 świecę dla wszystkich Tych, którym nie dane było dożyć takich Wigilii, bo zginęli, zanim mieliśmy szansę na wolność.
Pomyślałam o tysiącach osób zaangażowanych w jej przywrócenie. Co roku 13 grudnia jest smutnym dniem. Dbajmy o pamięć i dbajmy o sztafetę śpiewania kolęd pod własnym wolnym niebem.
Dziękujmy tym, którzy z oddaniem dbają o nasze bezpieczeństwo – żołnierzom na naszych granicach, strażnikom granicznych, strażakom i innym formacjom. Niech wiedzą, że w dalszym ciągu stoimy murem za polskim mundurem nie tylko w Święta.
Joanna Bichniewicz