Witaj na stronie Polsce Wierni

Jesteś u Joanny Bichniewicz



Traktat o lataniu na miotle w rytm celtyckiej muzyki i co z tego wynika


Nie zwariowałam.

Jak większość ludzi w piątek lub sobotę poddaję się odwiecznej harmonii i latam na miotle po domu, sprzątając potygodniowy rozgardiasz. Słucham przy tym piosenek z pubów szkockich i irlandzkich. Ich żywiołowa nuta pozwala przetrwać sprzątaniowe niedogodności i podtrzymuje na duchu perspektywą odpoczynku.

W ferworze sprzątania naszła mnie taka myśl, że zachwycam się kulturą, która jest skansenem i za chwilę może zniknąć, przytłoczona przyniesioną przez migrantów ich własną, kultywowaną starannie tradycją albo zakazana przez ich przepisy prawne. Do tej pory irytowało mnie mówienie z lekceważeniem, że jesteśmy skansenem Europy, ale teraz doznałam olśnienia – to cudowny stan i powinniśmy walczyć o jego zachowanie!

Od paru lat mieszkam na prowincji i przyglądam się z podziwem, jak odbudowywana jest kultura ludowa. Z przyjemnością biorę udział w targach, jarmarkach ku czci (mających czasem wielowiekową tradycję) czy imprezach organizowanych przez koła gospodyń wiejskich, które zabiegają o serca miejscowych, serwując regionalne potrawy przygotowane według drobiazgowo odtworzonych przepisów. Przyczyniają się w ten sposób do integracji społeczności w skali wsi czy gmin na równi z orkiestrami Ochotniczych Straży Pożarnych, przygrywającymi na przysłowiowych dniach ziemniaka, a mającymi w swoim repertuarze zarówno miejscowe przyśpiewki, jak i jazzowe standardy. Uczestniczenie w takich imprezach z jednej strony napełnia brzuch niszowymi delikatesami – Jedliście pierogi z soczewicą? Nie? Zapraszam pod Siedlce! – a z drugiej cieszy serce, gdy widzi się, jak takie dopieszczone wspólnoty rozkwitają.

Kiedy kultura zostaje zawłaszczona przez zardzewiałe wanny i podarte rajstopy jako rekwizyty w wystawianych klasycznych sztukach, w których trudno odnaleźć pierwotną treść, a dykcja artystów w tym nie pomaga, czekając na wiosnę, zaplanujcie marszrutę po lokalnych imprezach. Spójrzcie z miłością na ludzi, którzy dumni z małych ojczyzn, wkładają swój czas i pracę, by ucieszyć miejscowych i z otwartością i ciekawością powitać przyjezdnych. I doceńcie, że nasz skansen jest żywym muzeum, a nie muzeum figur woskowych i tylko wspomnieniem wielkości, o którą inni zaczynają walczyć za późno.

Joanna Bichniewicz