Metamorfoza ku Feniksowi
Fantazjujesz o byciu pięknym ptakiem, kolorowym
Patrzysz w lustro i szukasz w sobie kury oskubanej
Myślisz, że do wzrostu nie jesteś właściwie gotowy
Że nie ma jeszcze tej godziny tak sakralnie wyczekanej.
Patrz, jak lustra szeptów kąśliwych diabła otoczenia
Ukazują Cię w kłamstwie sił wykręcających iluzji
Choć coś nieśmiało w duchu się mikronami przemienia
I wyrywa z rąk umazanych krwią zaborców konkluzji.
Tyś jest jednak Orzeł z piersi lotny – symbol chwały
Tyś jest panem niebios tej ziemi, świętej ziemi...
Chociaż podkłada pod stopy bomby karzeł mały
Myśląc, że w swego wiernego niewolnika Cię zmieni.
Jednak unosisz te do lotu gotowe już skrzydła
Przekształcając uległość względem oprawców
By odnaleźć najświętsze starców prawidła
Widząc fałszywców za parawanem masek zbawców.
A ta Polskość jest wieczna i nieśmiertelna
Bo z popiołów żarliwych w Feniksa się przemienia
Gdyż jej domem przestrzeń serc nieskazitelna
Ustala swe granice od ognisk domów płomienia.
Dynamit w łakomym ręku, pistolet przy skroni
Szantaż, by Feniks zagasił swe anielskie pióra
Duma Narodu się jednak stanowczo broni
Choćby ją zamknięto w więziennych murach.
Uwierz, że jesteś z Polskiego Ducha zrodzony
Że twoje serce najszczerszym ambasadorem
Że inni słyszą bijące z ciebie wielkie dzwony
Żeś pięknym człowiekiem, nie potworem.
Pozwól mimo lęku wyrazić traumy pokoleniowe
Pozwól umysłowi tworzyć idee wzniosłe i wielkie
Z teraźniejszymi nieś dumnie wysiłki narodowe
By przyszli mieć mogli dostatki wszelkie.
Ty jesteś z tej Ziemi i z tego Ducha
I tylko Tutaj możesz być w sobie z siebie
Jednocząco Ona cię czuje i On cię słucha
W święcie narodzin i smutnym pogrzebie.
Jest w tobie coś, przed czym klękać należy
Ta magiczna wola istnienia mimo destrukcji
I każdy, kto tak w siebie niezachwianie wierzy
Jest też Ojcem Wielkiej Wieków Konstrukcji.
Krzysztof Szumski